sobota, 31 marca 2018

BLIK i jest!

Uwielbiam wszelkie technologiczne nowinki, uwielbiam, gdy ułatwia mi się życie. Jakże łatwo przyzwyczaić się do wygody. Zakupy w Internecie? Czemu nie. W końcu nie trzeba jechać do sklepu, przeszukiwać sklepowych regałów, stać w długiej kolejce i dźwigać ciężkich zakupów. Płatności przez Internet? Łatwizna. Zakupy, rachunki, usługi. Koniec z kolejkami do okienek bankowych, wystarczy internetowa bankowość. Ale może być jeszcze łatwiej. BLIK. Magiczne słowo. Potrzebujesz tylko smartfona z zainstalowaną aplikację Twojego banku. Generujesz kod, wpisujesz, potwierdzasz w aplikacji i już. Zapłacone! Trwa to kilka sekund, nie musisz się logować, podawać haseł, wypełniać danych w przelewie. Łatwiej już chyba być nie może.
Spróbuj koniecznie. I ciesz się z szybkich zakupów.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Cud narodzin

Urodziłam. 
Minęło już dziesięć dni. 
Emocje opadły. 
Zakochałam się po raz kolejny.
Pokochałam miłością wielką tą małą Istotkę. 
Moje słodkie pięćdziesiąt pięć centymetrów i trzy tysiące czterysta pięćdziesiąt gramów. 
Teraz razem będziemy przeżywać przygodę zwaną życiem. 
I choć w myślach klęłam, gdy się rodziła, teraz, trzymając ją w ramionach, mogłabym przeżywać dla niej to każdego dnia. 

Porodówka, godzina osiemnasta. 
Skurcze co trzy minuty od siedemnastej. 
Rzadsze wcale się nie pojawiły. 
Brak postępów akcji porodowej. 
Oksytocyna i gaz na znieczulenie kwadrans przed dwudziestą. 
Ból nie-do-opisania! 
Ból nie-do-przeżycia!
Przynajmniej takie miałam wrażenie. 
Godzina dwudziesta piętnaście- każą przeć, więc prę. 
Godzina dwudziesta dwadzieścia- uczucie ulgi i szczęście.
Mam Ją w ramionach.
Tak długo czekałam.
Całe dziewięć miesięcy. 
Kocham całym sercem. 

Serce mam jedno, bardzo pojemne.
Miłości nie dzielę.
Dla każdego mam jej tyle samo. 
Ona się namnaża wraz z kolejną osobą w sercu moim. 
Nie umiem inaczej. 

I choć jestem młoda, wiem czym jest miłość. 
Wiem czym jest poświęcenie, troska, odpowiedzialność.
Chcę dać Im wszystko. 
Bo są dla mnie wszystkim. 
Moje Córeczki. 

Mimo zmęczenia codziennością,
mimo natłoku obowiązków,
mimo uczucia bezradności, 
mimo rozdrażnienia, 
kocham Je.
I to cierpienie mogłabym znosić dla nich każdego dnia. 

Bo Matka na swoich barkach uniesie wiele.
A dla swoich Miłości uniesie wszystko.


JESTEM MAMĄ!


A oto Zosia.

piątek, 17 lipca 2015

Nie dajmy się zwariować!

Ostatnio żyję tylko ciążą. Cóż się dziwić, skoro do terminu tak niewiele zostało, oznak zbliżającego porodu brak, a temperatury znowu zaczynają zbliżać się do tych afrykańskich. Dookoła wszyscy pytają jak się czuję ( szczerze dziękuję za troskę!) i udzielają rad, których wcale nie potrzebuję. 
Najchętniej zamknęli by mnie w domu, bo to strach mnie gdzieś puścić, bo mogę zacząć rodzić, bo to, bo tamto. A już w ogóle jak mogę gdziekolwiek wyjść z trzylatką?! Przecież to wulkan energii, przecież nie zawsze się słucha i co ja zrobię jak będę musiała ją wziąć, chociaż na sekundę, na ręce? No właśnie, co wtedy? Schylę się i wezmę, przytulę, za chwilę postawię ją na ziemi i wytłumaczę, że musi chodzić sama. Nie dajmy się zwariować! Ciąża to nie choroba. 
W pierwszej ciąży oszczędzałam się w miarę możliwości. Jako że studiowałam, w dziewiątym miesiącu, może nawet już pod koniec ósmego, zrezygnowałam z porannych zajęć na uczelni ze względu na tłok w autobusie, panujące upały (był to przełom maja- czerwca) sprawiły, że ubierałam się w zwiewne sukienki, na głowie zawsze miałam kapelusz i butelkę wody niegazowanej w torebce. Dzięki wyrozumiałości prowadzących zajęcia, semestr udało mi się zaliczyć we wcześniejszym terminie i spokojnie mogłam zrelaksować się przed nadchodzącym porodem. 
Ta ciąża jest inna. Jestem bardziej świadoma tego, co się dzieje w moim organizmie. Mam też na głowie trzylatkę, która sama sobie nie ugotuje, nie upierze i potrzebuje towarzysza zabaw, żeby się nie nudzić. Nie ma czasu na relaks i leżenie z nogami u góry. Nie mogę się oszczędzać. 
Dlaczego jednak o tym piszę?
Obserwuję od jakiegoś czasu jedną z fejsbukowych grup dotyczących ciąży. Daje ona możliwość zadawania trapiących nas pytań i uzyskania odpowiedzi od innych uczestników grupy. Pytania bywają różne, jedne są naprawdę ważne, inne zupełnie naturalne, wynikające z ciekawości lub niewiedzy, ale są też takie, które sprawiają, że tracę wiarę w ludzi. Ale nie tylko pytania są absurdalne. Odpowiedzi kobiet, które należą do grupy często bywają lekceważące i wyśmiewające. Do grupy tej nawiązuję nie bez przyczyny. Wiele osób ciążę traktuje jak chorobę, ciąg zakazów. Pozbawia się kobiet poczucia wyjątkowości w tym cudownym czasie, na wszystko każe się uważać, a każde zachowanie odbiegające od tego filmowo- książkowego, gani się. 
I tu pojawia się mój apel.
Panie, pamiętajmy o tym, że każda z nas ma inną sytuację materialną, osobistą, zawodową, rodzinną... Nie każda radzi sobie z emocjami towarzyszącymi ciąży, nie każda ma pomoc z każdej strony. CIĄŻA TO NIE CHOROBA! Jeśli coś trzeba dźwigać, a nie ma przeciwwskazań wynikających z przebiegu ciąży to to robimy, jeżeli mamy ochotę na coś do jedzenia, to to jemy, jeśli chcemy uprawiać sport to go uprawiajmy, ale róbmy wszystko z głową! Jest jedno ALE: brak przeciwwskazań zdrowotnych. Wiecie czego nie można robić w ciąży? Denerwować się i stresować nadmiernie. A co trzeba? Trzeba robić wszystko by czuć się szczęśliwą, piękną i wyjątkową. Potrzebujemy w tym czasie specjalnej troski i zainteresowania, ale nie służby dookoła. 
NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ! 

sobota, 11 lipca 2015

Czy wymagam za wiele?

Ciąża. Miesiąc numer dziewięć. Tydzień trzydziesty ósmy. Do terminu porodu zostało czternaście dni. 
Samopoczucie na poziomie zera, z tendencją spadkową. Skurcze sporadyczne, przypominające te miesiączkowe, nie porodowe. Jednak na tyle skuteczne, że szyjka zaczęła się skracać. 
Oprócz tych skurczy, skurcze w łydkach i udach. Ruchy dziecka rzadsze, momentami delikatnie bolesne, a może jedynie nieprzyjemne. 
Nerwy związane z codziennością i brak cierpliwości. Psychicznie jestem na wykończeniu. 
Masa dylematów. Podobno jestem nieznośna. Hormony? A może po prostu Pan M. nie potrafi sprostać moim wymaganiom? Czy wymagam za wiele?
Potrzebuję współczucia. Bo czasami najnormalniej w świecie czuję się źle i sobie nie radzę. 
Potrzebuję pomocy. Bo nie zawsze daję sobie radę z codziennością i MOIMI obowiązkami.
Potrzebuję rozmowy. Bo rzeczywistość zaczyna mnie momentami przytłaczać. 
Potrzebuję docenienie. Bo choć coraz częściej nie spełniam swoich obowiązków domowych, to staram się jak mogę. 
Potrzebuję odpoczynku. Bo nie prawdą jest, że siedzenie w domu, opieka nad dzieckiem i ogarnianie tej przestrzeni jest "nicnierobieniem". 
Potrzebuję komplementów. Bo nie wyglądam i nie czuję się jak modelka z wybiegów, bo w nic się nie mieszczę, a, jako wyleczona, w miarę skutecznie, z zakupoholizmu kobieta, czasem wracam do czasów kiedy nie chodziłam w starych szmatach, inwestowałam w siebie, a nie tylko w dziecko i Pana M. i to przytłacza.
Potrzebuję śniadania do łóżka i romantycznej kolacji we dwoje- nie każdego dnia. Bo chcę wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy i dla kogoś jestem ważniejsza niż inne, codzienne troski. Czasem dobrze byłoby być w centrum uwagi, zwłaszcza wtedy kiedy nosi się pod sercem kogoś wyjątkowego.
Potrzebuję wyrozumiałości. Bo nie potrafię szybko chodzić, czasem wręcz się wlekę. Bo nie mam siły robić zakupów i spacerować samotnie z trzyletnim żywiołem. Bo czasem leżę pół dnia w łóżku, bo mnie coś boli. I wcale nie udaję.
Potrzebuję usługiwania- jakkolwiek to brzmi. Bo czasem fajnie by było, gdyby role się odwróciły. 
Potrzebuję żeby moje marzenia zostały przez kogoś dostrzeżone. Bo wśród nich jest poczucie bycia wolnym i samorealizacji. Tak banalne, a tak silnie tłumione we mnie przez otoczenie. 
Potrzebuję usłyszeć, że jestem dobrą Matką. Bo nie ma chyba większej porażki dla kobiety niż ta na polu rodzicielstwa. Bo nie jestem idealna.
Potrzebuję słów "Kocham Cię" i kwiatów. Bo jestem kobietą. 
Potrzebuję otuchy i pewności, że obecność M. przy porodzie nie będzie dla mnie rozczarowaniem. Bo potrzebuję wsparcia w trakcie tej niezwykłej chwili. Bo chciałabym, żeby ktoś wtedy zauważył, że w tym wszystkim jestem też ja, nie tylko dziecko. 
A już po wszystkim potrzebuję żeby ktoś przy mnie był. Bo nie chcę po raz kolejny przechodzić przez wszystkie problemy i stany depresyjne sama. Bo całe dziewięć miesięcy tej ciąży były dla mnie wyjątkowo ciężkie, samotne i  przytłaczające. Bo poród niesie za sobą także, a może przede wszystkim odczucia psychiczne. Bo tyle dookoła mówi się o roli kobiety w wydawaniu dziecka na świat, a w rzeczywistości zupełnie się o niej zapomina. A ja tym razem nie chcę być zapomniana. Chcę też być ważna. 
Czy wymagam za wiele?

niedziela, 31 maja 2015

Perlux- perły piorące.

Użytkowniczką portalu streetcom.pl jestem od dawna. Na jakiś czas jednak o nim zapomniałam. Postanowiłam więc sobie o nim przypomnieć, w końcu wypełnianie ankiet może skutkować udziałem w ciekawych kampaniach i dać możliwość testowania produktów, które niekoniecznie kupiłabym w sklepie.
Wznowienie aktywności na portalu dało mi możliwość udziału w kampanii Perlux i przetestowania pereł piorących. Każdy, nowy produkt do prania jest interesujący dla mnie, gdyż jestem matką niespełna trzyletniej dziewczynki, która nie stroni od zabawy, a co za tym idzie od plam. Ilość prania, którą mi ta 'zabawa' funduje jest często zatrważająca, a plamy często są trudne do usunięcia podczas jednego prania i/lub bez użycia odplamiacza.
Perły piorące Perlux są produktem, który pozwala na dopranie większości plam (według producenta właściwie każdego rodzaju plam, ja jednak nie miałam jeszcze okazji przetestowania tak szerokiego zastosowania produktu). To, co dla mnie ważne, produkt oszczędza nam długiego zastanawiania się nad dozowaną ilością proszku i płynu zmiękczającego, decyzja jest prosta, jeśli pranie jest bardzo brudne wrzucamy dwie perły, jeśli nie jest aż tak źle wystarczy nam jedna. Dopiera bez zarzutu! I co bardzo ważne nie działa drażniąco na skórę. Prałam w nim także ubranka córki, bez żadnych skutków ubocznych dla niej. Zapach, który pozostawia na ubraniach po praniu jest raczej mało intensywny. Podejrzewam, że nie zaspokoi osób, które lubią czuć zapach świeżego prania. Jak dla mnie jest to jedyny zarzut jaki można by postawić perłom. Jest to jednak osąd bardzo subiektywny.
Uważam, że produkt jest godny polecenia i sprawdzi się w domu każdej, perfekcyjnej i tej mniej perfekcyjnej, Pani Domu. Wypróbujcie, naprawdę warto!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Huśtawka

Ciąża numer dwa. 
Tydzień dwudziesty ósmy. 
I niesamowita huśtawka nastrojów.
Od rana płaczę, bez szczególnego powodu. 
A to skończyłam czytać książkę (tragedia! co ja zrobię z wolnym czasem? zaraz, ja nie mam wolnego czasu!), a to chce mi się spać (a moja bezlitosna, niemal trzyletnia córka wcale tego nie rozumie!), a to boli mnie głowa, a to w głowie mam pustkę i nie wiem co ze sobą zrobić. Na wszystko płacz. 
Nienawidzę być w ciąży. To znaczy w tym momencie nienawidzę. Natłok myśli związanych z drugim dzieckiem mnie przytłacza. Dziś, bo jutro całkiem możliwe, że z uśmiechem na ustach powitam nowy dzień, nagle pełna sił do działania. 
W ogóle to uwielbiam być w ciąży. No, może poza pierwszymi trzema miesiącami. Mdłości i wymioty nie działają na mnie dobrze, masochistką nie jestem. Uwielbiam ten czas, gdy ruchy dziecka zaczynają być wyczuwalne, a z czasem widoczne gołym okiem. To chyba jedyna taka okoliczność w życiu, gdy brak płaskiego brzucha wcale mi nie przeszkadza. Choć myśl o nim po porodzie wcale mnie nie cieszy. 
Ale cóż, wszystko jest dla ludzi, to znaczy dla kobiet w tym przypadku. :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Po co mi to wszystko?

Każdy blog w sieci tworzony jest po coś. Dla pieniędzy, popularności albo, po prostu, dla znalezienia własnego miejsca w świecie.
Ja tworzę go właśnie dla tego ostatniego. Czasem mam wrażenie, że zatracam się w codzienności, w macierzyństwie, problemach. Nie mam czasu na relaks, odpoczynek, realizację swoich planów czy nawet spacer ze znajomymi. Nie mam często możliwości się wypowiedzieć, porozmawiać. Najczęściej kompanem moich rozmów jest moja niespełna trzyletnia córka. Umówmy się, nie jest to rozmowa na wysokim poziomie intelektualnym.
Blog jest moim pamiętnikiem, miejscem, gdzie mogę poruszyć ważne dla mnie tematy, a czasem zwyczajnie pożalić się albo pochwalić. Wierzę, że z czasem publikowane posty nie pozostaną bez odzewu, że ktoś, jako pierwszy, odważy się napisać pierwszy komentarz, podjąć temat i, być może rozpocząć dyskusję.
Nie piszę tylko dla siebie. Chciałabym zebrać grono, nawet niewielkie, osób, które będą w sieci stanowiły dla mnie jakieś oparcie. Każdy z nas ma coś ciekawego do powiedzenia.

Czy mi się uda? Czas pokaże. Póki co, trzymam sama za siebie kciuki!